wtorek, 25 sierpnia 2015

Bonjour Paris


...czyli trzy dni w Paryżu...




Trzy dni spędzone w Paryżu to trochę mało, aby w pełni poczuć klimat tego ogromnego, pięknego, romantycznego i bardzo drogiego miasta. Coś czuję, że to tylko przedsmak przed kolejną, dłuższą wyprawą do Paryża za jakiś czas...

Do Paryża wybrałam się w ostatnie dni lipca z moją młodszą siostrą Julią i moim narzeczonym Tomkiem. Zwiedzanie nieco utrudniała nam kapryśna, paryska pogoda. W pierwszy dzień zaskoczyła nas dość niska jak na lipiec temperatura, w drugi szare niebo i pojawiający się kilka razy drobny deszcz. Dopiero w trzeci dzień słońce pokazało się w pełni i rozchmurzyło dla nas paryskie niebo.


Zatrzymaliśmy się w hotelu umiejscowionym w artystycznej, bardzo klimatycznej, urokliwej i znanej chyba wszystkim z filmu Jean-Pierre Jeunet'a ''Amelia" dzielnicy Montmartre. Gdybyście kiedyś szukali noclegu w Paryżu polecam Wam właśnie osiemnastą dzielnicę, niezwykle barwną i ciekawą, zabudowaną starymi kamienicami ciągnącymi się wzdłuż brukowanych, wąskich, krętych i niekiedy ostro wznoszących się uliczek, pełną tłocznych kawiarenek, ale takich z duszą. Jest to dzielnica wyraźnie odmienna niż pozostała część miasta. Montmartre to dzielnica bohemy artystycznej. To tu mieszkali i tworzyli przez część swojego życia Picasso, Degas, van Gogh, Chopin, Renoir i wielu innych, których nazwiska znamy z książek do historii czy muzyki. Znajduje się tu sporo ważnych obiektów architektonicznych, w których pobliżu jest tłoczno, ale można znaleźć i miejsca zaciszne, nieoblegane przez turystów, gdzie kawę pije się jedynie we francuskim otoczeniu. Do tego Montmartre jest dobrze skomunikowane kilkoma liniami metra z innymi dzielnicami miasta. Ogólnie sieć metra jest tutaj bardzo gęsta i swobodnie dotrzeć można z jej pomocą w każdy punkt Paryża.

W czasie naszego krótkiego pobytu w Paryżu zdążyliśmy trochę zasmakować we francuskiej kuchni, zwłaszcza od tej słodkiej, deserowej strony. Kuszące na rogu i wzdłuż każdej ulicy Paryża klimatyczne boulangeries, brasseries, patisseries i cafés nie dają wytchnienia, zachwycają swoim urokiem, przyciągają kolorami. Na Montmartre kawiarenek jest szczególnie dużo i są wyjątkowe... Dwa razy dziennie robiliśmy więc przystanek na kawę i croissanty, mimo sporych cen, które przychodziło nam za nie płacić.


Udało nam się nawet znaleźć Cafe des 2 Moulins, gdzie pracowała filmowa Amelia. Gdybyście także chcieli kiedyś ją odwiedzić, odnajdziecie ją na Rue Lepic.



Jednym z pierwszych punktów naszej wycieczki, jako że mieszczącym się kilkaset metrów od naszego hotelu, była Bazylika Sacré-Cœur, czyli Bazylika Najświętszego Serca. Jest to kościół w stylu romańsko-bizantyńskim na szczycie wzgórza Montmartre. Został on wzniesiony z inicjatywy dwóch francuskich przemysłowców, którzy, gdy w 1870 roku wybuchła wojna francusko-pruska, przysięgli sobie, że jeśli w czasie wojny Paryż zostanie nietknięty, wybudują tu bazylikę. Tak też się stało. Budowa ruszyła w 1876 roku, a została zakończona w 1914.
Na schodach prowadzących do bazyliki i na trawnikach pomiędzy nimi przesiadują tłumy turystów, a także śpiewaków i różnej maści artystów. Kiedy przemierzymy już drogę po długich schodach oraz krętych ścieżkach i staniemy na placu tuż przed bazyliką, oczom naszym ukazuje się piękny widok. Panorama Paryża rozpościera się przed nami w całej okazałości, jako że znajdujemy się w jednym z wyższych punktów miasta. Wzgórze Montmartre ma 130 metrów wysokości. Za drobną opłatą skorzystać tu można z lunety przybliżającej wybrany punkt miasta - tej samej, której używała Amelia, pamiętacie?



Z bazyliki ruszyliśmy w kierunku Place du Tertre zapełnionego turystami i artystami sprzedającymi swoje dzieła. Niektórzy z nich tworzą tu na miejscu. Kiedyś w pobliżu placu mieszkało wielu znanych malarzy, m.in. Pablo Picasso. Dziś kilka metrów od centrum placu znajduje się muzeum poświęcone Salvadorowi Dali. Dookoła placu mnóstwo kawiarenek i restauracji. W jednej z nich zamówiliśmy pyszną pizzę z francuskimi serami, a także naleśniki z likierem Grand Marnier. Znów kosztowało nas to więcej niż się spodziewaliśmy, jednak dla tego smaku i klimatu... było warto! :)




Od Place du Tertre ruszyliśmy w kierunku mniej tłocznych, spokojniejszych uliczek dzielnicy Montmartre. Następnie odwiedziliśmy Moulin Rouge i ulicą czerwonych latarń skierowaliśmy się w kierunku Placu Pigalle...


Dzień drugi. Na pierwsze śniadanie w pewnej organicznej kawiarni ze świeżym pieczywem zamówiliśmy bagietkę. Chcieliśmy koniecznie spróbować paryskich bagietek, bo słyszeliśmy, że są wyjątkowe. Bagietka była pokrojona na małe kromeczki, a do tego w słoiczkach podano nam do niej mnóstwo dodatków - mini masełka, konfitury owocowe, krem Blondie o smaku białej czekolady, krem Brunette o smaku orzechowo - czekoladowym, miód. Do tego oczywiście kawa i croissanty. Było to proste śniadanie, a jednak pyszne, a wręcz wyśmienite.



Najedzeni i zadowoleni ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Tego dnia naszą trasę rozpoczęliśmy od Łuku Triumfalnego, następnie skierowaliśmy się w kierunku Pól Elizejskich, gdzie przedzierając się przez tłumy turystów przeglądaliśmy wystawy ekskluzywnych sklepów.
Trochę odetchnęliśmy się w spokojniejszych ogrodach Grand Palais, po czym ruszyliśmy w kierunku sąsiadującego z nim Petit Palais, który oczarował nas swoim pięknem.



Petit Palais jest siedzibą Muzeum Sztuk Pięknych Miasta Paryża. Zbiory obejmują malarstwo, rzeźbę i rzemiosło artystyczne od starożytności do początku XX wieku. Większość z nich można obejrzeć bez uiszczania jakichkolwiek opłat.



Kolejnymi punktami naszej wycieczki był Plac Zgody, Kościół św. Marii Magdaleny i Opera Narodowa. 




Zdecydowaliśmy się tez odwiedzić Galeries Lafayette. 





Kolejnym punktem wycieczki był Luwr, jednak trochę zgłodnieliśmy i po drodze zaczęliśmy się rozglądać za jakimś sympatycznym miejscem, by coś zjeść. Naszą uwagę przyciągnęła Café Ruc (159 Rue Saint-Honoré). Zamówiliśmy tutaj m.in. zupę cebulową podawaną z bardzo dużą ilością sera gruyère, o której czytaliśmy wcześniej w przewodnikach. Niewątpliwie trafiła ona w nasze smaki


Kiedy dotarliśmy pod Luwr zrobiło się chłodniej, ciemniej i bardziej deszczowo. Nie zdążyliśmy odwiedzić żadnej z wystaw tego muzeum, gdyż mieliśmy zaplanowane przejść jeszcze na drugą stronę Sekwany i pozwiedzać dzielnicę Łacińską.



Późnym wieczorem dotarliśmy pod gotycką katedrę Notre-Dame, która wznosi się na wyspie Île de la Cité na Sekwanie. Budowa katedry trwała od 1163 do 1345 roku, czyli ponad 180 lat! Trafiliśmy na dobry moment, bo w momencie, kiedy zbliżaliśmy się do katedry, została ona podświetlona, dzięki czemu wyglądała  jeszcze bardziej imponująco.


W jednej z cafés w okolicach Sorbony spróbowaliśmy wyczekiwanego od dawna deseru crème brûlée. Do deseru zamówiliśmy francuskie białe wino - alzackiego Gewürztraminera. Deser był pyszny, intensywnie waniliowy i śmietankowy jednocześnie.


Na ostatni dzień naszej wycieczki zostawiliśmy sobie wieżę Eiffla. W jednej z kawiarenek przy Place du Trocadero z widokiem na wieżę wypiliśmy poranną kawkę i zjedliśmy croissanty.


Pod wieżą delektowaliśmy się zakupionymi dzień wcześniej w ekskluzywnej cukierni Pierre Hermé wykwintnymi makaronikami o przeróżnych kolorach i smakach. 




Tego dnia nie starczyło nam czasu na dalsze zwiedzanie, bo o 16 mieliśmy odlot z Beauvais oddalonego o godzinę od centrum Paryża. Czułam niedosyt. Nasza wycieczka była chyba trochę za krótka na zwiedzenie tak wielkiego, pełnego atrakcji turystycznych, parków, zabytków, muzeów, galerii sztuki, teatrów oraz różnorakich wydarzeń kulturalnych miasta.

Jaki jest Paryż? Piękny, ogromny, elegancki, wielokulturowy, bardzo drogi, pełen turystów, czasem chłodny i mało przyjazny. Jeśli chodzi o obserwacje paryskiej mody to są one o tyle utrudnione, że w Paryżu miejscowi mieszają się z tłumem turystów. Nie mniej zdarzyło nam się spotkać na ulicach osoby, które olśniły nas swoim paryskim szykiem i oryginalnością. Do Paryża na pewno warto się wybrać. To miasto legenda, jedna z największych stolic kulturalnych świata. Ja chętnie do Paryża wrócę i poznam kolejne jego zakątki.


1 komentarz:

  1. super zdjęcia :) jeszcze nie byłam, ale mam w planach :) zupę cebulową i krem brule jadłam we francuskiej restauracji w PL, ale pewnie we Francji smakuje lepiej :)

    OdpowiedzUsuń